Nowa rzeczywistość, stare marzenia
Moja Historia część 2
Przerwa
Na szczęście, sytuacja w domu zaczęła się klarować: mama kupiła mieszkanie, mieliśmy więc zapewniony bezpieczny, spokojny kąt. Czas sprzedaży domu i kupna nowego mieszkania też nie był łatwy, ale to właśnie wtedy moja mama pokazała mi, że można żyć inaczej. Udowodniła na swoim przykładzie, że jeśli się czegoś bardzo pragnie, można wyjść obronną ręką z naprawdę trudnych sytuacji. Wiele mnie nauczyła: pokazała, jak założyć własny biznes, jak go prowadzić i jak stać się niezależną kobietą. Mam wrażenie, że gdyby nie jej postawa, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem.


Bardzo się cieszę, że taka wspaniała i silna kobieta jest moją matką. Kocham ją i jestem z niej ogromnie dumna!
Po rozstaniu z moim drugim chłopakiem postanowiłam poczekać i przez rok nie szukać miłości. Teraz wiem, że to była dobra decyzja. Oczywiście w tamtym czasie dostałam mnóstwo „rad” od ciotek i babć. Wiele razy powtarzały, że nie jestem pierwszej młodości i że zostanę bezdzietną starą panną.
Jeśli jesteś singielką, to wiesz, jaka to presja, prawda?
Mimo tych wszystkich krzywdzących i podcinających skrzydła słów, udało się! Przez rok byłam sama. Dużo mnie tamte miesiące nauczyły. Znalazłam nową psycholog, która pomogła mi wyjść z pewnych schematów. Poznałam cudownych ludzi, zmieniłam pracę na dużo lepiej płatną. Zaczęłam jadać w restauracjach, o których wcześniej miałam przekonanie, że są poza moim zasięgiem. Wzięłam głęboki oddech i uspokoiłam umysł. Uwierzyłam, że zasługuję na to, co najlepsze. Zaczęłam korzystać z życia.
Nowa wielka miłość?
Minął rok od rozstania z drugim partnerem. I, bach, dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem na jakimś portalu randkowym napisał do mnie chłopak. Okazało się, że miesiąc wcześniej wrócił z Londynu i obecnie mieszka w Poznaniu. Nie planowaliśmy spotkania przed świętami, ale okazało się, że jego mama kupowała kwiaty w kwiaciarni, w której wówczas pracowałam. Zamówiła u nas bukiet, który on miał odebrać. I tak oto spotkaliśmy się pierwszy raz. Przy kasie: ja jako kasjerka, on jako klient. Pamiętam, że byłam wtedy w ogromnym, niebieskim swetrze. Bardzo go lubiłam, i ubierałam go do pracy w chłodnej kwiaciarni, mimo że za dobrze się w nim nie prezentowałam.


W lutym zaproponował mi kilkudniowy wyjazd w góry. Zgodziłam się, choć nie miałam na to odłożonych pieniędzy. Dopiero co wydałam wszystkie oszczędności na naprawę dwóch aut. Pomyślałam jednak, że jakoś to będzie. Wzięłam kilka dni urlopu i pojechaliśmy.
Mimo niewielkiego budżetu, jakim dysponowałam, chciałam dorzucić się do wyjazdu. Zapłaciłam za nasze wejście na stok i za kolację jednego wieczoru. Później dołożyłam jeszcze zaproponowaną przez niego kwotę do ogólnego rachunku za wyjazd.
Czas mijał. Któregoś dnia wpadł na pomysł, żebyśmy razem wyjechali za granicę, np. do Niemiec. Byłam przeciwna, bo źle mi się ten kraj kojarzył (mój ojciec tam wyjeżdżał). Po tygodniu wróciliśmy do rozmowy. Mój chłopak powiedział, że w Polsce bardzo ciężko jest mu się utrzymać i dlatego chce wyjechać. Zaproponowałam, że mogę rozważyć Anglię, ponieważ on już tam był i zna język. Ostatecznie zdecydowaliśmy wspólnie, że wylatujemy w marcu.
Tak. Znałam go niecałe 3 miesiące i postanowiłam z nim wyjechać do obcego kraju. Wyobrażasz sobie, jak bardzo mu ufałam?
Wielkie plany, mnóstwo zmian…
W ostatnim tygodniu lutego kupił nam bilety. Chciałam mu się za to odwdzięczyć i postanowiłam, że odwiedzę go w Poznaniu. Pojechałam. Na miejscu okazało się, że kobieta, u której mieszka, znęca się nad nim i go poniża. Zachowywała się tak również w mojej obecności. Nie zastanawiając się wcale, stanęłam w jego obronie. Był w końcu moim facetem. Niestety, uznał to za niestosowne. Co więcej, wrócił do tematu naszego wyjazdu w góry i oświadczył, że za mało dołożyłam do wyjazdu. Zdębiałam. Czar prysł: mój ideał zdjął maskę. Wykrztusiłam, że nigdzie z nim nie jadę i roztrzęsiona chciałam wyjść.
On jednak zaczął płakać, mówić, że jest mu przykro, że bardzo źle postąpił. Poprosił, bym została. Zgodziłam się, chociaż nadszarpnął już moje zaufanie. Biłam się z myślami i tłumaczyłam sobie: „Rozumiem, że jak się wyjeżdża, to należy dzielić się kosztami, ale przecież to on wyszedł z inicjatywą tego wyjazdu. Poza tym w kilku miejscach płaciłam ja…”. Wydawało mi się, że nie miał prawa tak postąpić, ale zaraz później pojawiały się wątpliwości. „Może się mylę?” – myślałam.
A Ty? Co ty byś zrobiła na moim miejscu?
Pomimo tej sytuacji, po 3 tygodniach, zgodnie z planem, wyjechaliśmy do UK.


Początek był koszmarny. Zdeterminowana, by znaleźć jakiekolwiek zajęcie, zadzwoniłam do 10 miejsc. W końcu dostałam telefon zwrotny z informacją, że mogę przyjść do pracy do polskiego sklepu. Mimo iż okazało się to ciężką fizyczną pracą w mało komfortowych warunkach, cieszyłam się, że już drugiego dnia pobytu w obcym kraju miałam pracę.
Problemem okazał się jednak mój partner, dla którego żadne ogłoszenie nie było dobre. Stwierdził, że „on do byle jakiej pracy nie pójdzie”. Uważał, że skoro był tu już 3 lata, to praca powinna sama do niego przyjść.
Ja z kolei po tygodniu znalazłam inne zajęci – tym razem zostałam zatrudniona na umowę. Oznaczało to jednak, że wypłatę dostanę dopiero za miesiąc. On nie pracował, więc została nam tylko moja tygodniówka i kilka groszy, które przywieźliśmy z Polski. Byłam załamana.
Na szczęście zatrzymaliśmy się u jego znajomych. Ci cudowni ludzie podzielili się z nami nawet swoim łóżkiem, nie oczekując nic w zamian. Gdyby nie oni, finansowo nie dalibyśmy sobie rady. Symboliczna kwota, jaką ofiarowaliśmy im na koniec, nie odzwierciedlała tego, jak bardzo byłam i jestem im wdzięczna.
***
Kiedy przeprowadziliśmy się do pokoju wynajmowanego od innego z jego kolegów, szybko pokazał swoją prawdziwą twarz. Zaczął mnie poniżać, mówić, że jestem żałosna i nic nie warta. Oczerniał mnie w oczach swojej mamy, chociaż ta stawała w mojej obronie. Często unosił głos, a ja bardzo się go bałam. Najtrudniejsze i najbardziej przerażające było to, jak wiele przyjemności sprawiało mu patrzenie na moje łzy.
W lipcu odwiedziła mnie mama. Bardzo się zmartwiła moim stanem, ponieważ ciągle byłam smutna, a po powrocie z pracy szłam prosto do łóżka. Kiedy mnie o to zapytała, odparłam, że tak już tu mam. Na szczęście dochodzenie mojej mamy nie skończyło się na tym pytaniu.
Po powrocie do Polski była ze mną w stałym kontakcie. Zaczęła mi powoli uświadamiać, że to mój partner wysysa ze mnie całą energię i powoli ciągnie mnie w dół. Zaczęłam uważniej obserwować siebie, jego i naszą relację. Kiedy zaczęłam mówić otwarcie to, co myślę, on stał się jeszcze bardziej agresywny. Oczywiście tylko wtedy, gdy byliśmy sami. Przy znajomych był cudownym mężczyzną. Takim, jakiego poznałam w Polsce. Teraz, gdy to piszę, widzę jego podobieństwo do mojego ojca. Obaj przybierali maski. Wtedy jednak nie byłam tego świadoma.
Na szczęście zebrałam się w sobie i wkrótce wyprowadziłam się. W ciągu ostatnich tygodni wspólnego życia dwa razy doszło do rękoczynów. Czułam się bezbronna. Gdy wpłaciłam depozyt na nowe mieszkanie, wybuchła kolejna awantura. Spakował wtedy wszystkie moje rzeczy do worków na śmieci. To było okropne! Bałam się, że zostanę na ulicy, ale na szczęście chłopak, od którego wynajmowaliśmy pokój, stanął w mojej obronie. Mogłam tam zostać jeszcze przez kilka dni.
Karolina Mierzejewska

