Moja Historia…

Pierwsze miłości, pierwsze rozczarowania

Dzieciństwo

Kiedy obserwowałam relację moich rodziców, w którymś momencie zaczęło rodzić się we mnie dziwne, bliżej niesprecyzowane, uczucie. Podczas odwiedzin bliskich ojciec zachowywał się wzorowo w stosunku do mamy, ale gdy goście wychodzili, na wiele sposobów pokazywał, że jej nie szanuje i nie liczy się z jej zdaniem. Wiedziałam, że tata ją rani. Nie raz i nie dwa słyszałam, jak płacze w swoim pokoju z bezsilności. Nawet teraz, kiedy to piszę i wracam do tych wspomnień, chce mi się płakać na samą myśl. 

A ty jakie masz wspomnienia z domu? Jakie uczucia towarzyszyły Ci najczęściej?

Bezradność. Ja czułam właśnie to, gdy miałam 14 lat i patrzyłam na łzy mamy spowodowane słowami ojca. Z wiekiem zaczęłam coraz bardziej nienawidzić go za to, co robił mamie. 

Na szczęście ojciec pracował za granicą i widziałam go raz na miesiąc lub dwa, a kiedy przyjeżdżał, ja raczej unikałam kontaktu z nim. Miałam prace domowe do odrobienia i na tym się skupiałam. Okazało się to dobrą taktyką, na tyle skuteczną, że ojciec dał mi spokój. Niestety, mama i brat musieli mu usługiwać: wykonywali każde jego polecenie związane z pracą przy gospodarstwie. Nie mogłam patrzeć na to, jak moja mama daje się tak wykorzystywać. Zastanawiałam się, czy ja też taka będę i czy mój ewentualny chłopak będzie zachowywał się tak samo w stosunku do mnie? W końcu mama zauważyła, że dzieje się ze mną coś złego. Po jej ingerencji zaczęłam chodzić do psychologa. 

Teraz wiem, że mój tata nigdy nie dorósł do roli męża, a tym bardziej: ojca. Obowiązki, jakie się z tym wiązały, sprawiały, że się zwyczajnie dusił. Obecnie nie mam do niego żalu. Pogodziłam się z tym, że nasza relacja nigdy nie była zdrowa. Nauczyłam się być w stosunku do niego obojętną. Wiele razy próbowałam nawiązać z nim kontakt, stworzyć jakąś relację, lecz on, jako narcyz i egoista widzący tylko czubek swojego nosa, nie dawał nic z siebie. Przeciwnie: wymagał coraz więcej.  Dodatkowo, gdy już byłam dorosła, kilkukrotnie zażądał ode mnie dużych sum pieniędzy (niby pół żartem, pół serio… specyficzne poczucie humoru, nieprawdaż?).

Pierwsza miłość…

Jako nastolatka przeżywałam fakt, że moje koleżanki cieszą się powodzeniem u płci przeciwnej, a ja nie. W mojej głowie pojawiały się różne pytania. Aby znaleźć na nie odpowiedzi, zaczęłam czytać o związkach; o tym, co chłopcy cenią w dziewczynach. Szukałam informacji na temat tego, jak mogę poprawić swoją atrakcyjność (i nie chodziło mi tylko o fizyczną atrakcyjność). Na jakimś forum wyczytałam, że chłopcy lubią dziewczyny z pasją. Ja taką miałam: chodziłam na tańce. Postanowiłam więc zapisać się na jeszcze jedne zajęcia. Utwierdziłam się w przekonaniu, że ta teoria faktycznie działa, kiedy po krótkim czasie znalazłam pierwszego chłopaka. 

To była moja pierwsza, tak bardzo upragniona, miłość. Cieszyłam się, że ktoś się mną zainteresował. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że moja podświadomość sprawiła, iż związałam się z chłopakiem podobnym do mojego taty. Wtedy byłam szczęśliwa, że ktoś w końcu pojawił się w moim życiu. Pragnęłam miłości, której nie dostałam w domu. Myślałam, że kocham i jestem kochana, ale niestety, dla mojego ówczesnego chłopaka byłam tylko rozrywką. Bawił się moimi emocjami, wykorzystywał naiwność. To, że darzyłam go szczerym uczuciem wydawało się nic dla niego nie znaczyć.

Często podnosił głos tylko po to, by jego zdanie było wzięte pod uwagę. Celowo nastawiał mnie przeciw moim bliskim, źle traktował mojego brata. Robił wszystko, żebym odwróciła się od innych: rodziny, przyjaciół, znajomych. W tamtym czasie dużo kłóciłam się z mama, a on tylko to napędzał. Bawił go fakt, że moja relacja z nią się pogarszała. Chciał, bym skupiła się wyłącznie na nim.

Teraz, kiedy patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, jest mi wstyd, że nie wyciągnęłam wcześniej odpowiednich wniosków. Tkwiłam w tym związku mimo iż widziałam, że traktuje z pogardą tych, którzy byli dla mnie ważni. Ignorowałam jego egoizm, bezczelność, arogancję i przekonanie, że jest ideałem. Teraz wiem, że do ideału było mu bardzo daleko. 

Był raczej biednym zakompleksionym chłopcem, który znalazł „sposób” na ukrycie swoich niedoskonałości. Po czasie okazało się również, że mnie zdradzał. W ostatnim okresie trwania naszego związku, przez około 2 miesiące spotykał się jednocześnie z nową dziewczyną. Zakończył naszą znajomość dopiero, gdy się upewnił, że tamta go chce. Zostawił mnie z rozdartym sercem i strachem przed wejściem w nową relację… 

To był dla mnie ciężki czas; myślałam, że już nigdy nie zaznam miłości. Wróciłam do regularnych wizyt u psychologa, rozpoczęłam terapię grupową. Co wtorek miałam okazję usłyszeć nowe historie innych, pogubionych i cierpiących osób, które uświadomiły mi, że nie tylko ja mam problemy. Spotkania te były dla mnie ogromnym wsparciem i jednocześnie stanowiły przestrzeń do refleksji. 

Zrujnowane poczucie bezpieczeństwa

W międzyczasie rodzice poinformowali mnie i brata o tym, że się rozwodzą. Niby byłam już dorosła, miałam w końcu 19 lat, relacje z ojcem były… hmm: napięte. A mimo wszystko ta informacja sprawiła, że cały mój świat się zawalił. 

Prawie dwadzieścia lat żyłam w jednym miejscu. Nagle rodzice mówią nam, że sprzedają dom i się rozstają. Ja zaraz piszę maturę. Ojciec pierwszy raz od 11 lat jest w domu dłużej niż 5 dni. Mama zajmuje mój pokój, a ja przenoszę się do gościnnego. Totalny chaos.

Przekonana, że tylko miłość da mi ukojenie, zaczęłam rozpaczliwie jej szukać.

Wyobrażasz sobie w jakich emocjach byłam wówczas? W domu wojna między rodzicami. Ojciec wywozi jakieś ważne dokumenty. Mama nie wie, jak się chronić. Tata cały czas robi nam wszystkim na złość, np. wyłącza ogrzewanie, włącza telewizor w salonie bardzo głośno, żeby nikt w domu nie mógł zebrać myśli. Istne piekło. Starałam się nie reagować na te prowokacje, tylko skupić na maturze, ale było to trudne, szczególnie, kiedy widziałam, że mama nie radzi sobie z tym wszystkim. 

Licząc na poznanie wielu fajnych mężczyzn założyłam profil na portalu randkowym. Nie znalazłam tam jednak nic poza licznymi propozycjami „numerków” oraz tabunami facetów, którzy po tygodniu przestawali się odzywać albo nie przyjeżdżali na umowie spotkanie.   

Zaczęłam zadawać sobie pytanie: „Co robię nie tak?”. Obwiniałam siebie za niepowodzenia. Tak mocno pragnęłam miłości.

Wiesz, jak to jest? 

Teraz jestem świadoma tego, że moje desperackie próby znalezienia chłopaka i miłości były błędem. Zbyt wiele kłębiło się we mnie wtedy emocji: strachu, lęku przed nieznanym, złości na rodziców, niepokoju, zwątpienia. W głowie ciągle tłukło się pytanie: „Co ze mną będzie po rozwodzie rodziców?”. 

Nie myślałam wówczas racjonalnie. Wciąż uparcie szukałam tego, do czego tęskniło moje serce. Aż do momentu, w którym pewnego dnia przyjechał On. Zdziwiony, że nie mogę się z nim spotkać „pod sklepem”, tak jak proponował. Mieszkałam na wsi, więc dla mnie oczywistym było, że spotkamy się w moim domu. Tam, gdzie, w razie potrzeby, zawsze mogę kogoś zawołać. Paradoksalnie, pomimo wszystkiego, co działo się w mojej rodzinie, nadal czułam się tam bezpiecznie.

Zaangażowałam się błyskawicznie. Po pierwszych godzinach rozmowy z nim, byłam zauroczona. Z tego co mówił, mimo że miał 24 lata i był aż 5 lat starszy ode mnie, miałam być jego pierwszą dziewczyną. Wtedy ta różnica wieku wydawała mi się bardzo duża. Może dlatego uznałam, że powinien być dojrzałym, godnym zaufania, mężczyzną. Nasza znajomość przerodziła się w coś poważniejszego.

Problemy zaczęły się już 3 miesiące później. Nagle zaczął być o mnie zazdrosny, kwestionował każde moje zachowanie i słowo, stał się agresywny. Nie bardzo rozumiałam, co się zmieniło, ale nie przejmowałam się zbytnio, bo przecież nie miałam nic do ukrycia. Po kilku miesiącach związku dotarło do mnie jednak, że mój chłopak ma problem z alkoholem….

Teraz, z perspektywy czasu, widzę to wyraźnie: byłam z alkoholikiem. Z DDA, który miał tak niskie poczucie własnej wartości, iż wmówił sobie, że go zdradzam. Ja z kolei tak bardzo go idealizowałam, że nawet nie zauważyłam jego wad i problemów. Uważałam, że jest cudownym, wręcz idealnym, mężczyzną. Co więcej, często przychodziła do mnie myśl, że to ja na niego nie zasługuję. Troszczyłam się o niego najlepiej, jak potrafiłam. Jeździłam 50 km w jedną stronę, tylko po to, aby spędzić z nim wieczorem kilka godzin. Uważam, że dla dziewczyny, która chodziła do szkoły, a jej jedynym „dochodem” były alimenty od ojca, stanowiło to nie lada wyczyn. Niestety, on i tak tego nie doceniał.

Zauważyłam też, że słabo radził sobie z oszczędzaniem pieniędzy. Do takiego stopnia, że zaczął mnie tym obarczać, a ja, zakochana, postanowiłam mu pomóc. Przecież po to ma się bliską osobę, prawda? Zaczęłam dorabiać po szkole i kilka razy wsparłam go finansowo. Jak łatwo się domyślić, nie odzyskałam wszystkiego, co mu pożyczyłam. Czułam się z tym fatalnie. Dopiero wchodziłam w dorosłość, a facet, który był ode mnie starszy o pięć lat, który miał być dla mnie oparciem, zwyczajnie mnie wykorzystał.

Ostatnio słuchając książki Lwa Starowicza, doszłam do wniosku, że mój chłopak prawdopodobnie nie mógł znieść faktu, że się uczę, podczas gdy on nie skończył nawet szkoły średniej. Gdyby mi o tym powiedział, uniknęlibyśmy wielu przykrych sytuacji. I chociaż różnice w naszym wykształceniu nie miały dla mnie żadnego znaczenia, on mógł odbierać to inaczej. Po prostu chciałam skończyć studium, na którym mi zależało. Nawet przez moment nie pomyślałam, że jest gorszy. W moich oczach był cudownym człowiekiem.

Tak, nasz związek trwał zdecydowanie za długo. Te trzy wspólne lata wyssały resztę pozytywnej energii, jaka została we mnie po latach trudnych relacji w domu i rozwodzie rodziców. Mało brakowało, a pogrążyłabym się jeszcze bardziej. W jaki sposób? Pragnęłam mieć z nim dziecko. Miałam wówczas 21 lat i wychodziłam z założenia, że to już jest właściwy moment. Dodatkowo, moja ginekolog straszyła mnie, że później mogę już nie zajść w ciążę i że najbliższe dwa lata są kluczowe w staraniach o dziecko. Byłam skołowana i przerażona, tym bardziej, że odkąd pamiętam, miałam silnie rozwinięty instynkt macierzyński.

Na szczęście ocknęłam się w porę. Po wielu nieprzespanych nocach, niezliczonych kłótniach, morzu łez wylanych w poduszkę i po tym, jak wielokrotnie pokazał, że mnie nie szanuje, ale lepiej późno niż wcale. Ostateczną decyzję o rozstaniu podjęłam pewnej nocy, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, gdy w czasie kłótni, pod wpływem alkoholu, wyrzucił mnie ze swojego domu. Powiedziałam: „dość”. Obiecałam sobie wtedy, że nie pozwolę ani jemu, ani nikomu innemu na to, by mnie obrażał i wyzywał od najgorszych. Że nikt nigdy więcej mnie tak nie potraktuje.

Karolina Mierzejewska

Ps: Jeśli doceniasz moją twórczość – możesz postawić mi kawę pod tym linkiem: https://buycoffee.to/ekspert.karolina

To jest 1 cześć z 3 cześci mojej historii. Kliknij NASTĘPNY WPIS i poznaj cała moją historie.

4 komentarze

  1. Trochę jak u mnie tylko trochę inaczej za każdym razem kiedy wchodzi do domu zawsze zaczyna się temat pracy kogo widziała jaki ochroniarz wpadł oko zaczęła kupować drogie perfumy i sukienki też ale ja nigdy nie zabroniłem tylko tu dobiero zauważyłem że coś jest nie tak bo nigdy wcześniej nie robiła tak choć nie raz mówiłem czemu nie Kupisz sobie jakąś sukienke innym razem założyła profil randkowy nawet nie znając faceta już wysłała zdjęcie i wpisała przez przypadek mój email i jak otrzymała odpowiedzi wtedy dowiedziałem się o tym wszystkim zmieniła się do mnie za każdym razem wszystko źle robię wiecznie mało za każdym razem słyszę że jestem Kurwą i dziwką choć nigdy nie dawałem takiego czegoś aby tak miała powód aby tak myśleć za każdym razem sprawdza mnie wszystko powiedziałem o sobie bo chciałem być fer wobec niej aby wiedziała odemnie a nie przez czecie osoby ale wytyka mi prawie wszystko że po rozwodzie ze jestem z bidula że nie mam oka ze nie mogę pracować na tirach i jej strona wogule nie akceptuje mnie Zero spotkań Zero kontaktu nawet nie znając mnie az tak dobrze już mnie ocenili przykro mi że 5 lat zachwile będzie a takie coś słyszę źle się czuje z tym wszystkim bo ja nigdy nie zdradziłem jej zawszę Jestem za nią zawsze bronię jak coś się dzieje nawet dzwonię do Warszawy do siedziby aby jaj obronić jak coś jest nie tak wszystko co miałem zaniosłem do Lombardu bo chciałem pokazać że chcę pomóc we wszystkim ale nie działa to w drugą stronę tylko jestem dobry jak jest nad morzem tylko 2 tygodnie bo Kasa a potem wraca wszystko do tego co było prędzej przed wyjazdem każdemu gada tak ze to ja jestem najgorszy wszędzie

    1. Przykro jest mi to słyszeć. Może chcesz skorzystać z sesji zapoznawczej online?

  2. Jest naprawdę przykro nigdy nie spodziewałem się że takie coś usłyszę w 4 rocznie ślubu dużo tego jest aby mówić jeszcze otym ale nie chcę już pisać wolę porozmawiać o tym najlepiej nikomu tego nie życzę nawet wrogiwi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *