W poszukiwaniu wewnętrznej siły
Nowa „ja”
Każda z moich relacji była trudna. Niektóre bardzo. Ta ostatnia była o tyle specyficzna, że byłam w obcym kraju, nie znałam języka. Bałam się jak nigdy. Wiedziałam też, że nie mogę już ufać swojej intuicji. Obwiniałam siebie za to, iż nie zauważyłam, że mój kolejny partner grał dobrego, fajnego faceta. Postanowiłam: „Nigdy więcej! Od teraz zajmuję się sobą”.


Wkrótce zaczęłam rozkręcać swój biznes, który, jak się okazało, był fajnym i dochodowym zajęciem. Moja sytuacja finansowa znacznie się poprawiła. Uznałam, że skoro jestem w Anglii, należy zadbać o to, by zdobyć angielskie certyfikaty. Znalazłam kobietę, która pomagała w uzyskaniu odpowiednich kwalifikacji i umówiłam się z nią na spotkanie. Po kilku zjazdach odebrałam swoje pierwsze angielskie dokumenty poświadczające moje umiejętności i wiedzę. Byłam zachwycona. Stawałam się coraz silniejsza.
Niestety, od czasu do czasu pojawiały się myśli, które kiedyś uparcie wkładały mi do głowy ciotki: że będę starą panną. W tym okresie musiałam także skorzystać z pomocy terapeutów, którzy nakierowali mnie na zmianę swoich przekonań. Było ciężko, ale udało się. Odnalazłam wszystkie puzzle z mojej prywatnej układanki i złożyłam je w całość. Odkryłam złoty środek, który zadziałał. Mało tego: działa nadal.
Czytałam mnóstwo książek, byłam dużo ze sobą, ze swoimi myślami. Zmieniłam swój cały światopogląd i wyobrażenie o sobie. Pracowałam nad rozwijaniem własnej asertywności. W pewnym momencie uwierzyłam, że zasługuję na cudownego mężczyznę i na prawdziwą miłość, o której zawsze marzyłam.
W dniu, w którym odebrałam swój pierwszy angielski certyfikat, poszłam na imprezę (bal maskowy). Pamiętam, że przebrałam się za kociaka, zakładając opaskę z uszami. Byłam w czerwonej, bardzo dopasowanej sukience. Przy wejściu stało dwóch mężczyzn. I to właśnie był TEN moment. To wtedy pierwszy raz uścisnęłam rękę mojego męża. Wysunął się zza swojego kumpla i powiedział: „Cześć. Jestem Krzysztof”. Później okazało się, że obserwował mnie jeszcze zanim do nich podeszłam.
Uwielbiam tańczyć, więc szalałam wtedy na parkiecie całą noc, ale nie z Krzysztofem. Do domu wróciłam o 4 nad ranem i od razu, zmęczona, poszłam spać. Następnego dnia rano miałam zajęcia fitness. Niespodziewanie dostałam jednak wiadomość od jakiegoś Chrisa. Okazało się, że to był TEN Krzysztof.
Poznanie bratniej duszy…


Nasza znajomość bardzo szybko się rozwinęła. Spotkaliśmy się już następnego dnia, gdyż Krzysztof miał wkrótce jechać na trochę do Polski, a ja jechałam do pracy do kwiaciarni, ponieważ zbliżały się walentynki. Gdy oboje wróciliśmy, nie mogliśmy się doczekać kolejnego spotkania. Miałam mętlik w głowie, ponieważ moi poprzedni partnerzy nie lubili, gdy się rozwijałam i czytałam książki. A ja przecież postanowiłam rozkręcać biznes. Rozwój osobisty był jego nieodłączną częścią. Bałam się, że Krzysztof też nie zaakceptuje moich marzeń, celów, planów. Chciałam się wycofać i zniechęcić go do siebie już na starcie, tak, bym nie zdążyła się zaangażować. Z każdym dniem jednak poznawałam go lepiej i miałam coraz lepsze zdanie na jego temat.
W końcu, mimo wcześniejszych rozterek i obaw, nadszedł moment, gdy miałam pewność, że to ten jedyny. Totalnie inny niż moi poprzedni partnerzy. Ułożony, oczytany, prowadzący swój biznes. Udzielał mi rad, bym mogła jak najszybciej rozkręcić własną firmę. Byłam pod jego ogromnym wrażeniem. Nie sądziłam, że tacy faceci istnieją.
A Ty jak myślisz? Można spotkać bratnią duszę?
Zanim poznałam mojego męża, nie wierzyłam, że można spotkać takiego, idealnego dla siebie, mężczyznę. Ale… Jak się później okazało, to on mnie przyciągnął do siebie!!! Cudownym sposobem, jakiego ja wtedy jeszcze nie znałam, a teraz używam go w pracy z moimi klientkami, które poszukują idealnego partnera.
Nasza historia przypomniała mi, jak bardzo pragnęłam miłości w przeszłości. Uznałam, że kobiety i mężczyźni nie muszą cierpieć tak jak ja; że nie muszą przechodzić przez drogę, jaką ja przechodziłam i że nie muszą same szukać rozwiązań. Poczułam się w obowiązku POMAGAĆ innym w znalezieniu idealnego partnera, przygotowaniu się na nowy związek. Wspierać innych w poznawaniu samych siebie. To właśnie wiedza o sobie samej i akceptacja tego, jaką się jest, stanowi punkt wyjścia do stworzenia szczęśliwego związku.
Obecnie jestem szczęśliwą mężatką. Po latach prób udało mi się stworzyć trwały, oparty na szacunku, miłości, zrozumieniu i zaufaniu związek. To niezwykłe uczucie mieć obok siebie kogoś tak wyjątkowego. Kogoś, kto troszczy się o ciebie, gdy tylko na chwilę uśmiech zniknie z twojej buzi. Czuć się tak zaopiekowaną, tak kochaną i tak ważną dla tego jedynego, wymarzonego partnera. Pięknie jest też móc troszczyć się o niego, codziennie dawać mu dawkę pozytywnej energii, prawić komplementy, które w moment zmieniają jego nastawienie do świata.
Każdego dnia uczę się na nowo, jak cudownie można czuć się przy drugiej osobie. Kochać tak szalenie mocno, że aż brakuje tchu. Każdego ranka cieszyć się na widok drugiej osoby. Dzielić się marzeniami i wspólnie kreować przyszłość.
Życzę każdemu z Was takiego spełnienia w życiu!
Karolina Mierzejewska
Ps: Jeśli doceniasz moją twórczość – możesz postawić mi kawę pod tym linkiem: https://buycoffee.to/ekspert.karolina

