Tykający zegar biologiczny.
Cyk. Cyk. Cyk…
Przeniosę Cię dziś kilka lat wstecz, do momentu, gdy jeszcze nie wiedziałam, kim jestem i czego pragnę w życiu. Do momentu, kiedy byłam bardzo zagubiona.


Mam 20 lat.
Słucham głupich ciotek, obserwuję otoczenie, „scrolluję fejsa”. Widzę, jak wszyscy budują „szczęśliwe” związki. Czuję napięcie. Czuję się gorsza, nieatrakcyjna. Czuję się samotna. Myślę, że jestem nikim.
Napięcie rośnie we mnie z dnia na dzień. Jest mi przykro, gdy podczas rodzinnych spotkań muszę wysłuchiwać, że kobieta nie będąca w związku jest bezwartościowa. Męczą i dobijają mnie ciągłe pytania o to, czy planuję się z kimś związać, czy myślałam o macierzyństwie… Do szału doprowadzają porównania oraz podkreślanie, że młodsze kuzynki czy kuzyni mają już ustalone daty ślubów.
Moje otoczenie nie zdaje sobie sprawy z tego, co mi robi. Oczywiście, to jak odbieramy słowa innych osób to bardzo indywidualna kwestia i sami jesteśmy za to odpowiedzialne, ale dla młodej, zagubionej kobiety takie pytania czy „rady” bardzo mieszają w głowie.
Właśnie w takim stanie: rozbicia, niepewności, tęsknoty, postanawiam działać. Z lęku przed samotnością, brakiem miłości, szydzeniem przez otoczenie.


Znasz to uczucie?
I te myśli, które prześladują…
- Będę starą panną.
- Nie zostanę matką.
- Jestem bezwartościowa.
- Lata lecą, a ja sama.
- Potrzebuję miłości.
- Czy kiedyś zaznam szczęścia?
- Tęsknię za byłym.
- Koleżanki już znalazły miłość.
- Co jest ze mna nie tak?
- Jestem brzydka.
Z takimi wewnętrznymi komunikatami, ciągle tłukącymi się w głowie, szukam mężczyzny, z którym będę mogła dzielić życie. Szukam szczęścia, które każdy dookoła już ma. A przynajmniej tak mi się wydaje. Zakładam więc profile na portalach randkowych. Wstawiam nowe, lepsze zdjęcie na fejsa. Chcę, żeby wszyscy myśleli, że jest zaje***!


Wchodzę na „Fotkę”, a tam mnóstwo powiadomień. W końcu! Czuję się lepiej! Zaczynam odpisywać, reagować na powiadomienia. Niestety moja euforia nie trwa długo, bo okazuje się, że co druga wiadomość zawiera propozycje od… Hmm, panów szukających tylko jednego. Dostaję zdjęcia z męskim przyrodzeniem, prośby o moje rozbierane fotki… Wiadomości, które brzmią:
I mnóstwo innych tekstów tego typu.
Czy ty też tego doświadczasz?
Zadaję sobie pytania. Czy dodałam złe, prowokujące zdjęcie? Czy mam na twarzy wypisane – chcę seksu? Czy coś jest ze mną nie tak? Jak mam bardziej dokładnie napisać, że szukam związku, a nie przygody na jedną noc?!
Czar prysł. Mam dość. Zamykam komputer, wyłączam telefon. Idę poczytać książkę…Trochę mi lepiej. Czytam dalej.
O nie! Znów miłość, związek, szczęście dwojga ludzi. Serio? Nawet w książkach mnie to prześladuje? Ok. Zostawiam to. Idę spać. Rano trzeba wstać do szkoły.
Szkoła… Wszędzie miłość. Koleżanki mają swoich chłopaków. Na ulicach pary chodzą sobie trzymając się za ręce. Facebook podsyła zdjęcia pierścionków zaręczynowych i zakochanych w sobie par…
Może po prostu ja jestem przewrażliwiona i wychwytuję tylko to, czego mi brakuje?
Myślę sobie jednak, że ja też tak mogę. Planuję, że po powrocie do domu, usiądę do „Sympatii”, bo tam jeszcze nie czytałam wiadomości. Może tam będę miała więcej szczęścia?
Wracam, siadam do laptopa.
Jest 32 wiadomości!


Mogę odpisać na jedną, bo nie stać mnie na wykupienie wersji premium.
Ok. Szukam kogoś normalnego. Uff…
Widzę, że tu nie jest tak strasznie jak na fotce. Ale jest też więcej profili bez choćby jednego zdjęcia. Dostałam trzy numery od różnych chłopaków, którzy podali namiary do siebie już w pierwszej wiadomości. Dwóch z nich ma fotki. Piszę do nich.
Jeden wydaje się bardzo spoko, piszemy na okrągło. Niestety, z czasem w jednej z wiadomości użył nie mojego imienia. Może przypadek, a może nie. Ja już wiem, że stracił moje zaufanie.
Z drugim, nazwę go Pan D., piszę wieczorami. Rodzi się nadzieja. Przychodzi dzień, w którym pierwszy raz rozmawiamy przez telefon. Ma fajny głos. Wydaje się zdecydowanym facetem. Przyjedzie do mnie w sobotę. Miło, cieszę się bardzo.
Dawno nie miałam randki…
Przychodzi sobota. Jedzie. Widzę go, gdy wyglądam przez okno. Szybko się ubieram i wyskakuję z domu, aby mieć pewność, że do mnie trafi.
Wyszedł z auta, idzie w moja stronę. Pan D.
Ideał. Wysoki. Przystojny. Dobrze zbudowany. Zbliża się, patrzy się w moje oczy i delikatnie się uśmiecha.
O Boże! Co za facet.


Czuję się taka malutka, gdy na mnie patrzy. Tym spojrzeniem już wtedy mnie w sobie rozkochał. Spędziliśmy razem całą sobotę. Było wspaniale. Czułam się jak mała dziewczynka, która znalazła wymarzoną zabawkę pod choinką.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak ważne jest dokładne zwizualizowanie swojego idealnego życiowego partnera:
- określenie, jakie cechy charakteru powinien mieć, a jakich na pewno nie;
- ustalenie swoich priorytetów oraz wartości życiowych;
- zdecydowanie, na co się godzę, a co jest przegięciem;
- odpowiedzieć sobie na pytanie, na co mogę przymykać oko, a na co nie.
Gdybym to wtedy wiedziała
…już po 3 miesiącach, przy pierwszej bardzo poważnej kłótni, przy pierwszym okazaniu mi braku szacunku, zakończyłabym to raz na zawsze. Nie straciłabym 3 kolejnych lat u jego boku, przymykając oko na wszystkie przykrości, jakie mi sprawiał.
Przecież w mojej rodzinie już wszyscy go poznali, polubili. Jest przystojny, a ja czuję dumę, że mogę być jego dziewczyną. Wszyscy się już zamknęli, bo w końcu mam chłopka.
I to już trzy miesiące, a nie tylko przez miesiąc, bo “mam taki nieodpowiedni charakter, że po miesiącu uciekają”.
Tak, to wszystko było mi wmawiane: przez znajomych, dziadków, wujków… Oczywiście dla nich były to głupie żarty, ale dla mnie takie słowa sprawiały ogromną przykrość. To takie słowa, których się nie zapomina.
Nie mogę więc pozwolić na rozstanie. Czuję, że ciągnę to, by nie słuchać dłużej już tych komentarzy! Okłamuję sama siebie, że jestem szczęśliwa. Słyszę w głowie cykanie zegara biologicznego. Cyk, cyk, cyk…


***
Czasu się nie cofnie.
Mimo wszystko dziękuję Bogu za to doświadczenie. I dziękuję Panu D. za cenne lekcje. Wiele z tego długiego związku wyniosłam.
Analizując tę relację, zastanawiając się, dlaczego zachowywałam się tak, a nie inaczej, powoli uświadamiałam sobie, co jest dla mnie ważne. Nauczyłam się prowadzić wewnętrzny dialog. Nauczyłam się siebie słuchać i rozumieć. Poznałam i pokochałam siebie.
Teraz wiem, co najbardziej się dla mnie liczy, co mogę w związku zaakceptować, a kiedy powiedzieć: “STOP”. Wiem też, co jest ważne dla mnie poza relacją z mężczyzną. Związek jest dla mnie obecnie tylko jednym z wielu priorytetów, a nie jedynym celem, na którym skupiam się w życiu… Nauczyłam się spełniać marzenia i wyznaczać kolejne.
Po czasie, wiem już też, że mogę ostrzec Cię przed popełnieniem tego samego błędu i straceniu wielu lat. Mogę uświadomić Cię, że warto skupić się na tym, co mówi do Ciebie Twoja podświadomość. Jak krzyczy i chce Ci powiedzieć, że czasem warto skupić się na sobie, doskonaleniu własnych umiejętności oraz talentów, a nie szukać na siłę miłości i kogoś bliskiego.
Chcę Cię przekonać, byś postarała się pokochać siebie i zobaczyła w sobie piękno.
Uświadomić Ci, że jest mnóstwo rzeczy, które chcesz i możesz zrobić oprócz poznania kogoś, z kim chcesz dzielić swój idealny świat.
Chcę, żebyś zrozumiała, że każdy poważny, solidny związek powinien być zbudowany przez dwoje silnych, świadomych swojej wartości ludzi.
Wszystkie jesteśmy kobietami. Wszystkie zasługujemy na to, co najlepsze.
Nie możemy pozwolić na to, by ktoś wykorzystał nasze słabości. A w momencie, kiedy tak bardzo pragniemy miłości, nie rozumiejąc i nie słuchając samych siebie, często nieświadomie pozwalamy na to, by bliskie nam osoby nas krzywdziły. Myślimy, że złapałyśmy Pana Boga za nogi, a tak naprawdę jesteśmy w pułapce. Oszukujemy same siebie.
Bo tak naprawdę ten związek nie jest nasz. Nie jest mój. Nie jest zgodny z moimi wartościami. Widzę, że nie ma między nami dobrej komunikacji, tylko wykrzykiwanie swoich racji. Mało tego: my, kobiety nie słuchamy samych siebie. Pędzimy nieświadomie przed siebie, tkwiąc w szambie, które nazywamy „miłością”. Wstawiając fotki na Fb, żeby wszyscy widzieli, jacy jesteśmy szczęśliwe.
W kolejnych wpisach opowiem Ci o swojej drodze do tego jak rozumieć, rozmawiać, słuchać i kochać samą siebie. Pokażę Ci, jak ważne i fundamentalne w znalezieniu odpowiedniego partnera i budowaniu związku są: samoakceptacja i samoświadomość. Liczę, że dzięki temu Twoja droga do szczęścia będzie wyglądała inaczej, lepiej.
Zapraszam Cię do mojego świata.
Ps: Jeśli doceniasz moją twórczość – możesz postawić mi kawę pod tym linkiem: https://buycoffee.to/ekspert.karolina

