radykalne wybaczanie trener 2

Historia Jill, pokazująca moc Radykalnego Wybaczania. Twórca metody – Colin C. TIPPING pięknie ją opisuje w swojej książce Radykalne Wybaczanie

Gdy zobaczyłem moją siostrę Jill, w sali przylotów na Hartsfield International Airport w Atlancie, od razu wiedziałem, że coś ja trapi. Nigdy nie potrafiła ukryć swoich uczuć i widać było wyraźnie, że cierpi.

Jill przyleciała do Stanów Zjednoczonych z Anglii razem z naszym bratem, którego nie widziałem od szesnastu lat. W 1972 roku John wyemigrował do Australii, ja natomiast dwanaście lat później przeniosłem się do Ameryki. Jill jako jedyna z rodzeństwa została w Anglii. John właśnie wracał do domu, a wizyta w Atlancie stanowiła ostatni etap jego podróży. Jill towarzyszyła mu, by go wyprawić do Australii, a przy okazji odwiedzić mnie i moją żonę, Joannę.

Po powitalnych uściskach i pocałunkach, czując się nieco niezręcznie, udaliśmy się do hotelu. Zarezerwowałem pokoje na jedną noc, bo chcieliśmy pokazać mojemu rodzeństwu Atlantę, zanim wyruszymy na północ, do domu.

Jill skorzystała z pierwszej, nadarzającej się okazji, by podjąć poważną rozmowę. 

– Colin, u mnie sprawy nie mają się dobrze. Chyba się rozejdziemy z Jeffem. Chociaż już wcześniej zauważyłem niepokój mojej siostry, jej słowa mnie zaskoczyły. Zawsze mi się wydawało, że ich trwające od sześciu lat małżeństwo jest szczęśliwe. Każde z nich miało za sobą jeden nieudany związek. Jednak tym razem uczucie, które ich łączyło, zdawało się trwałe. Jeff miał troje dzieci z pierwszego maleństwa, Jill – czworo. Tylko jej najmłodszy syn, Paul, mieszkał jeszcze z nimi.

– Co się dzieje? – spytałem.

– Nie wiem, od czego zacząć. To wszystko jest trochę zaskakujące – odparła. – Jeff zachowuje się dziwacznie, nie mogę go dłużej znieść. Doszło do tego, że przestaliśmy się do siebie odzywać. To mnie wykańcza. Całkiem się ode mnie odwrócił, a na dodatek twierdzi, że to moja wina.

– Opowiedz mi o tym – poprosiłem i spojrzałem na Johna, który wzniósł oczy ku niebu.

Mieszkał u Jill przez tydzień, zanim przyleciał do Atlanty. Domyśliłem się, że dość się na ten temat nasłuchał.

– Czy pamiętasz najstarsza córkę Jeffa, Lorraine? – spytała Jill. Przytaknąłem. – W zeszłym roku jej mąż zginał w wypadku samochodowym. Od tamtej pory Jeffa łącza z córka jakieś dziwne stosunki. Czuli się do niej przez telefon, mówi do niej „kochanie” i spędza długie godziny, szepcząc z nią o czymś. Zupełnie jakby byli kochankami, a nie ojcem i córką. Jeśli jest zajęty, kiedy ona dzwoni, rzuca robotę w połowie i biegnie z nią rozmawiać. Zachowuje się tak samo, jeśli nie gorzej, gdy Lorraine do nas przychodzi. Prowadzą te tajemnicze, ciche rozmowy, do których nie dopuszczają nikogo, zwłaszcza mnie. Trudno mi to wytrzymać. Mam wrażenie, że ona stała się dla niego najważniejsza. Nie potrafię sobie z tym dać rady, czuje się odtrącona i niepotrzebna.

Jill mówiła długo, szczegółowo opisując dziwną sytuację w rodzinie, a my z JoAnną słuchaliśmy uważnie. Głośno zastanawialiśmy się nad przyczyną zachowań Jeffa i staraliśmy się wyrazić nasze współczucie. Jak przystało na brata i szwagierkę, sugerowaliśmy jej, jak rozmawiać z mężem i rozważaliśmy, co można zrobić w tej sytuacji. Również John włączył się do rozmowy, podając swój punkt widzenia.

Zachowanie męża Jill, sprzeczne z jego naturą, zastanawiało mnie i dziwiło. Jeff, jakiego znałem, był uczuciowo związany ze swymi córkami i na tyle niepewny siebie by bardzo potrzebować ich miłości i aprobaty, to prawda. Nigdy jednak nie widziałam, by zachowywał się tak jak to opisała moja siostra. Zawsze był dla niej czuły i troskliwy. Prawdę mówiąc, trudno mi było uwierzyć, że traktuje ją w tak okrutny sposób. Dobrze rozumiałem, dlaczego Jill jest nieszczęśliwa. Przekonanie Jeffa, że żona wszystko sobie wymyśliła i sama doprowadza się do szaleństwa nie poprawiało sytuacji.

radykalne wybaczanie ja
Radykalne Wybaczanie. Historia Jill.
Trener Radykalnego Wybaczania Karolina Mierzejewska

Do rozmowy wróciliśmy następnego dnia. Zaczynałem się domyślać, co się dzieje miedzy Jill i Jeffem z punktu widzenia Radykalnego Wybaczania, ale postanowiłem na razie o tym nie mówić. Siostra była zbyt przejęta dramatyczną sytuacją i nie potrafiłaby wysłuchać ani zrozumieć tego co do niej mówię. Radykalne Wybaczanie opiera się na bardzo szerokiej perspektywie duchowej, której nie znaliśmy, mieszkając w Anglii. Wiedząc, że moje rodzeństwo nie ma pojęcia o tym procesie, doszedłem do wniosku, iż nie nadszedł jeszcze czas, żeby ich zapoznać z tą śmiała myślą: wszystko dzieje się tak jak powinno, cała sytuacja ma doprowadzić do uzdrowienia Jill.

Jednak po drugim dniu nieustannego omawiania problemu postanowiłem zapoznać ich z zasadami Radykalnego Wybaczania. Wiedziałem, że moja siostra będzie musiała się otworzyć na prawdopodobieństwo istnienia czegoś więcej niż to, co sama dostrzega, że będzie musiała uznać ingerencje Boskiej istoty, mającą na celu jej dobro. Jednak Jill tak bardzo czuła się ofiara zaistniałej sytuacji, że nie byłem pewny, czy jest gotowa na moja interpretację zachowań Jeffa, która by ją z tej roli wytraciła.

Tymczasem moja siostra znowu zaczęła powtarzać swoja relacje z poprzedniego dnia. Postanowiłem wkroczyć do akcji. Ostrożnie zapytałem:

– Jill, czy byłabyś skłonna spojrzeć na to z innej strony? Czy potrafisz zaakceptować zupełnie inna interpretacje swojej sytuacji?

Spojrzała na mnie pytająco, jakby myślała: „A czy w ogóle można to inaczej rozumieć? Jest, jak jest!”. Kiedyś pomogłem jej rozwiązać jakiś uczuciowy problem, miała wiec do mnie dość zaufania, by powiedzieć:

– No, chyba tak. O co Ci chodzi?

Na to tylko czekałem.

– To, co teraz powiem, może ci się wydać dziwne, ale postaraj się nic nie mówić, dopóki nie skończę. Po prostu spróbuj założyć, że to, co mówię, jest prawdziwe, i zastanów się, czy przypadkiem nie mam racji.

John bardzo się starał uważnie słuchać Jill, ale nieustanne rozmowy o Jeffie strasznie go znudziły. W gruncie rzeczy całkiem się z nich wyłączył. Jednak, gdy usłyszał moje słowa, ożywił się i znowu zaczął słuchać.

– Twoja opowieść jest z pewnością prawdziwa – zacząłem. – Nie mam najmniejszej wątpliwości, że sprawy toczą się tak, jak mówisz. Poza tym przez ostatnie trzy tygodnie John był świadkiem wielu z tych zdarzeń i wszystko potwierdza, prawda John? – zwróciłem się do brata.

– Jak najbardziej – powiedział. – Widziałem to i szczerze mówiąc, czułem się dziwnie w domu Jill.

– To mnie nie zaskakuje – odparłem. – Jill, chciałbym, żebyś wiedziała, że nie lekceważę ani nie neguję twojej opowieści. Jestem przekonany, że było tak, jak mówisz. Pozwól jednak, że zasugeruje ci, jaki podtekst może mieć ta sytuacja.

– Co to znaczy „podtekst”? – zapytała Jill podejrzliwie.

– Na ogół uważamy, że poza otaczającym nas światem nie ma innej rzeczywistości. To zupełnie naturalne – wyjaśniłem. – Ale może jest coś więcej. Coś, czego nie dostrzegamy, bo nasze pięć zmysłów nie zostało przystosowane do tego zadania. Nie znaczy to jednak, że tego nie ma. Weźmy twoja sytuacje. Ty i Jeff macie problem. A może pod nim dzieje się coś duchowego, w czym uczestniczą ci sami ludzie i te same zdarzenia, ale co ma całkiem inne znaczenie? A jeśli wasze dusze wykonują ten sam taniec, lecz każda do zupełnie innej muzyki? A jeśli ten taniec ma was uzdrowić? Może warto spojrzeć na to jak na okazje do uleczenia i rozwoju? To byłaby całkiem inna interpretacja, nie sądzisz?

Moje rodzeństwo spojrzało na mnie, jakbym mówił w obcym jeżyku. Postanowiłem dać sobie spokój z wyjaśnieniami i od razu przejść do rzeczy.

– Jill, przypomnij sobie ostatnie trzy miesiące – powiedziałem. – Co czułaś, widząc zachowanie Jeffa wobec córki?

– Głównie gniew – odparła. – Frustracje – dodała, a po dłuższej chwili: – I smutek. Naprawdę było mi smutno. – Łzy napłynęły jej do oczu. – Czuje się taka samotna i niekochana – powiedziała i zaczęła cicho łkać. – Nie byłoby tak źle, gdybym wiedziała, że Jeff nie potrafi okazywać uczuć, ale przecież potrafi, tylko że okazuje je córce!

Ostatnie słowa wypowiedziała gwałtownie i z wściekłością, a potem rozpłakała się, pierwszy raz od przyjazdu. Już przedtem uroniła kilka łez, jednak nie pozwoliła sobie na prawdziwy płacz. Nareszcie się rozluźniła. Cieszyłem się, że zdołała tak szybko dotrzeć do swoich uczuć.

Minęło całe dziesięć minut, zanim przestała płakać. Czułem, że teraz może zacząć mówić.

Zapytałem więc:

– Jill, czy pamiętasz, żebyś tak się czuła, będąc małą dziewczynką?

Bez najmniejszego wahania przytaknęła. Nie od razu chciała powiedzieć, kiedy to było, wiec poprosiłem ja, by to wyjaśniła. Przez chwile milczała.

– Tata też mnie nie kochał! – wykrztusiła wreszcie i znowu zaczęła płakać. – Tak chciałam, żeby mnie kochał. Myślałam, że nikogo nie potrafi darzyć uczuciem! A potem pojawiła się twoja córka, Colin. I on ją kochał. Dlaczego, do cholery, mnie nie mógł pokochać?! – Wykrzykując te słowa, uderzyła pięścią w stół, po czym rozszlochała się rozpaczliwie. Jill mówiła o mojej najstarszej córce, Lorraine. Przypadkowo ona i najstarsza córka Jeffa noszą to samo imię.

Płacz pomógł Jill. Łzy przyniosły ulgę i prawdopodobnie stały się dla niej punktem zwrotnym. Pomyślałem, że prawdziwy przełom może być już blisko. Musiałem kontynuować.

– Opowiedz mi o tym incydencie z moja córka i tata – poprosiłem.

– Dobrze – odparła Jill, uspokajając się. – Zawsze czułam, że tata mnie nie kocha, i szaleńczo pragnęłam jego miłości. Nigdy mnie nie wziął za rękę, nie posadził na kolanach. Zawsze wydawało mi się, że to moja wina. Kiedy byłam starsza, mama powiedziała mi, że według niej tata nie potrafi kochać nikogo, nawet jej. Wtedy pogodziłam się z tym do pewnego stopnia. Wytłumaczyłam sobie, że skoro nie jest zdolny do miłości, to nie jest to moja wina. Naprawdę nikogo nie kochał. Ledwo zauważał moje dzieci, a swoje wnuki, a jeszcze mniej innych ludzi czy obce dzieci. Nie był złym ojcem. Po prostu nie umiał kochać. Było mi go żal.

Znowu się rozpłakała, tym razem, nie starając się powstrzymać łez. Wiedziałem, co miała na myśli, mówiąc tak o ojcu. Był dobrym, łagodnym człowiekiem, ale bardzo cichym i zamkniętym w sobie. Najczęściej zdawał się emocjonalnie niedostępny dla nikogo.

Kiedy Jill się opanowała, ponownie podjęła wątek.

– Pamiętam szczególnie jeden dzień u ciebie w domu. Twoja córka, Lorraine, miała wtedy cztery czy pięć lat. Rodzice przyjechali z Leicester i wszyscy udaliśmy się do ciebie. Zobaczyłam, jak Lorraine bierze tatę za rękę i mówi: „Chodź, dziadku, pokaże ci ogród i moje kwiaty”. Był niczym plastelina w jej dłoniach. Oprowadziła go po całym ogrodzie i mówiła, mówiła, mówiła, pokazując mu swoje kwiaty. Oczarowała go. Przez cały czas obserwowałam ich przez okno. Kiedy wrócili, posadził ja sobie na kolanach i bawił się z nią wesoło. Nigdy go takim nie widziałam. Byłam załamana. Wiec on jednak umie kochać! Jeśli potrafi darzyć uczuciem Lorraine, to dlaczego nie mnie?

Ostatnie słowa wypowiedziała szeptem, z żalem i smutkiem powstrzymywanym przez tyle lat. Doszedłem do wniosku, że na razie dość już dokonaliśmy, i zaproponowałem, że zrobię herbatę. (Co u licha! W końcu jesteśmy Anglikami! Zawsze robimy herbatę, bez względu na sytuacje!).

Interpretując historie Jill z punktu widzenia Radykalnego Wybaczania, z łatwością zrozumiałem, że dziwne zachowanie Jeffa podświadomie miało pomóc mojej siostrze w uzdrowieniu jej związków z ojcem. Gdyby mogła to dostrzec i zauważyć doskonałość w postępowaniu Jeffa, wyleczyłaby się z bólu, a mąż z pewnością przestałby się dziwnie zachowywać. Jednak nie bardzo wiedziałem, jak wyjaśnić to Jill na tym etapie. Na szczęście nie musiałem, bo sama zauważyła oczywisty związek miedzy tymi dwoma zdarzeniami.

Później tego samego dnia moja siostra spytała:

– Colin, czy to nie dziwne, że obie dziewczyny, córka Jeffa i twoja, mają to samo imię?Uświadomiłam sobie też, że obie są pierworodne i obie maja jasne włosy. Czy to nie dziwny zbieg okoliczności? Sadzisz, że jest w tym jakiś sens?

Zaśmiałem się i odparłem:

– Oczywiście, to klucz do zrozumienia całej sytuacji.

Spojrzała na mnie ostro.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Sama się domyśl – odparłem. – Jakie inne podobieństwa widzisz miedzy zdarzeniem z tata i moja Lorraine a twoim dzisiejszym położeniem?

– Hm. Obie dziewczyny maja to samo imię. I obie dostają to, czego ja nie dostaje od mężczyzn.

– Co to jest? – zapytałem.

– Miłość – wyszeptała.

– No i…? – podpowiedziałem łagodnie.

– Wygląda na to, że twoja Lorraine potrafiła zdobyć miłość taty, a ja nie. Również córka Jeffa dostaje tyle miłości od swego ojca, ile zapragnie, ale moim kosztem. O mój Boże! – wykrzyknęła. Coś zaczynało do niej docierać. – Ale dlaczego? Nie rozumiem. To trochę przerażające! Co się, u diabła, dzieje? – pytała przestraszona.

Nadeszła chwila, by wszystko jej wyjaśnić.

– Słuchaj, Jill. Zaraz ci to wytłumaczę. Masz doskonały dowód, że pod dramatem, który nazywamy życiem, kryje się całkiem inna rzeczywistość. Uwierz mi, nie ma się czego bać. Kiedy zobaczysz, jak to działa, będziesz bardziej ufna, poczujesz się bezpieczniej i spokojniej, niż kiedykolwiek wydawało ci się możliwe. Zdasz sobie sprawę jak dobrze nas wspiera Wszechświat albo Bóg, jakkolwiek to nazwiesz. Czyni to w każdej chwili, każdego dnia chociaż sytuacja może się czasem wydawać bardzo trudna. Z duchowego punktu widzenia – ciągnąłem – nasz dyskomfort w jakiejś sytuacji jest sygnałem, że działamy niezgodnie z duchowym prawem i właśnie mamy okazję coś poprawić. Może chodzić o jakiś głęboki ból albo szkodliwe przekonanie, które nie pozwala nam żyć w zgodzie z sobą samym. Nieczęsto patrzymy na to z tej perspektywy. Osadzamy raczej sytuacje i obwiniamy innych za to, co się dzieje, a takie podejście nie pozwala nam odebrać i zrozumieć przesłania i zagradza nam drogę do uzdrowienia. Jeśli nie uleczymy tego, co uleczenia wymaga, będziemy odczuwać jeszcze większy dyskomfort, aż wreszcie zostaniemy wręcz zmuszeni do zadania sobie pytania: „Co się dzieje?”. Czasami przesłanie musi stać się bardzo głośne lub ból niezwykle silny, zanim zwrócimy na nie uwagę. Zagrażająca życiu choroba to bardzo wyraźne przesłanie. A przecież niektórzy ludzie nawet w obliczu śmierci nie widzą związku miedzy zdarzeniami w ich życiu a okazja do uzdrowienia, która one im dają. – Umilkłem na chwilę.

– Jeśli o ciebie chodzi – znów podjąłem – to na uleczenie czeka twój ból związany z ojcem, który nigdy nie okazał ci miłości. Takie jest właśnie źródło twoich dzisiejszych odczuć. Ten ból pojawiał się już w różnych sytuacjach, ale ponieważ go nie rozpoznałaś, nigdy się od niego nie uwolniłaś. Dlatego kolejna okazja do przyjrzenia się mu i do wyzwolenia się od niego jest darem.

– Darem? – zdumiała się Jill. – Chcesz powiedzieć, że to dar, ponieważ jest w nim ukryte przesłanie dla mnie? Takie, które mogłam już dawno otrzymać, gdybym umiała je zrozumieć?

– Tak – powiedziałem. – Gdybyś je dostrzegła wcześniej, twoje cierpienie byłoby mniejsze i nie przebywałabyś tego, co przezywasz dzisiaj. Ale to nieważne. Dobrze, że rozumiesz to teraz. Nie będziesz musiała zapaść na śmiertelna chorobę, by to zrozumieć, jak wielu innych. Właśnie zaczynasz pojmować owo przesłanie i wyzwalać się od bólu. Pozwól, że ci wyjaśnię, co się stało i jak wpłynęło to na twoje dotychczasowe życie – dodałem. Chciałem, by jasno zrozumiała swą sytuację.

– W dzieciństwie czułaś się opuszczona i niekochana przez tatę. To bardzo niebezpieczne uczucie dla dziewczynki, bo do jej rozwoju konieczne jest poczucie, że jest kochana przez ojca. A ponieważ ty takiego poczucia nie miałaś, doszłaś do wniosku, że sama jesteś temu winna. Uznałaś, że nie jesteś godna miłości, że nie jesteś dość dobra. To przekonanie zakorzeniło się głęboko w twojej podświadomości i później zaczęło wpływać na twoje stosunki z innymi ludźmi. Inaczej mówiąc, odzwierciedlając twoje podświadome przekonanie, że nie jesteś dość dobra, życie stwarzało ci sytuacje, w których mogłaś się o tym przekonać. Życie zawsze potwierdza nasze przekonania. W dzieciństwie ból wynikający z faktu, że tata nie okazywał ci miłości, był zbyt silny, stłumiłaś wiec jego cześć, a resztę wymazałaś ze świadomości. Kiedy tłumisz jakieś uczucia, nadal wiesz, że je masz, lecz odsuwasz je od siebie. Natomiast uczucia wymazane z pamięci „zakopujemy” na ogół tak głęboko w podświado